PiS był o włos od utraty większości

Autor: Stan Polityki 19 lutego 2020

Kolejne sondaże pokazują spadki poparcia dla PiS, co szczególnie powinno martwić Jarosława Kaczyńskiego w świetle naszej najnowszej analizy. Jak się okazuje, wynik PiS w ostatnich wyborach, gdyby był mniejszy zaledwie o 2 p.p., spowodowałby, że teki ministrów dla Krzysztofa Bosaka, czy Grzegorza Brauna stałyby się nieuniknione.

Najmniejsze straty groźne dla PiS

Postanowiliśmy sprawdzić, jak wyglądałby podział mandatów w sytuacji, gdyby PiS w każdym okręgu dostał 1, 2 lub 3 p.p. mniej niż uzyskał w wyborach parlamentarnych (brakujące 1, 2 lub 3 p.p. rozdzieliliśmy proporcjonalnie pozostałym partiom). Dzięki przeprowadzonej symulacji wiemy, że obecna sytuacja polityczna jest zawieszona na minimalnej większości i nawet niewielkie zmiany w poparciu w danych okręgach zmieniłyby układ sił w nowym parlamencie.

Zgodnie z najnowszą symulacją wyniku wyborów przygotowaną przez StanPolityki.pl, tylko 1 punkt procentowy poparcia mniej dla Prawa i Sprawiedliwości w każdym okręgu wyborczym przełożyłby się na niepewną większość partii rządzącej i minimalne wymagane 231 mandatów zamiast 235, które teraz posiada PiS.

PiS w takim scenariuszu traci posła w okręgach 4, 18, 19 oraz 20, odpowiednio są to Piotr Król, Maciej Górski, Małgorzata Gosiewska oraz Dariusz Olszewski.

Kto najbardziej zyskałby na takim scenariuszu? Zdecydowanie Konfederacja, która zdobyłaby aż 3 dodatkowe mandaty (w okręgach 4, 18 oraz 20) co oznacza, że o krok od zasiadania w poselskich ławach byli: Marcin Sypniewski, Krzysztof Tołwiński i Michał Wawer, z kolei Lewica, zyskałaby dodatkowy mandat w Warszawie.

1 p.p. mniej dla PiS nie wpłynąłby z kolei ani na wynik Koalicji Obywatelskiej, ani PSL, które wciąż posiadałyby odpowiednio 134 i 30 mandatów.

Szukanie koalicjanta

W przypadku mniejszego poparcia dla PiS o 2 p.p. w każdym okręgu sytuacja zmienia się a Prawo i Sprawiedliwość traci samodzielną większość. Zamiast 235 mandatów PiS zyskałby ich tylko 226, co oznacza stratę aż 9 posłów a tym samym… konieczność poszukiwania koalicjanta.

PiS traci w takim scenariuszu posłów w okręgach nr 4, 5, 12, 13, 18, 19, 20, 34 oraz 36.

Przy takim rozwoju wydarzeń najwięcej ugrać dla siebie mogłaby właśnie Konfederacja, która zyskałaby 5 mandatów i mając ich łącznie 16, dawałaby PiS szansę na w miarę spokojne dalsze rządy (z 242 mandatami w ramach koalicji). Konferencja zyskałaby mandaty w okręgach 4, 5, 18, 20 oraz 36, co oznacza, że posłami zostaliby także, poza poprzednią trójką, Sławomir Mentzen i Witold Stoch. 

Kto jeszcze zyskałby mandaty kosztem PiS? Po 2 dodatkowe mandaty trafiłyby na konto Koalicji Obywatelskiej (okręg 13 i 34) i Lewicy (okręg 12 i 19), a bez zmian, tak jak i przy 1 p.p. spadku PiS, pozostałby stan posiadania PSL.

Najczarniejszy scenariusz dla PiS

Dokonaliśmy także trzeciej, najbardziej skrajnej symulacji, w której PiS dostaje wynik o 3 p.p. mniejszy w okręgach w porównaniu z tym, jaki partia uzyskała w wyborach parlamentarnych w 2019 r.

Taki wyborczy wynik skutkowałby utratą aż 14 parlamentarzystów dla PiS i zgromadzeniem wyłącznie 221 mandatów. PiS straciłoby mandaty m.in. w Łodzi, Krakowie, Warszawie czy Poznaniu, a w Sejmie nie zobaczylibyśmy, chociażby Małgorzaty Gosiewskiej (okręg nr 19).

Także i w tym scenariuszu jedyny “ratunek” dla PiS to koalicja z Konfederacją, która gromadzi wtedy o 6 mandatów więcej i ma ich łącznie 17.

Co ciekawe, niezależnie od tego ile traci PiS, nie zmienia się liczba mandatów dla PSL, z kolei przy 3 p.p. spadku partii Jarosława Kaczyńskiego 5 mandatów zyskuje KO, a 3 dodatkowych posłów zyskałaby Lewica. 

Nasz system wyborczy oparty na przeliczaniu mandatów w okręgach metodą D’hondta wpływa na to, że nawet niewielkie różnice w poparciu dla partii wpływają na zupełnie inny obraz polityczny w kraju. Warto śledzić te tendencje w związku ze zmieniającymi się sondażami i poparciem dla największych partii.